.

a właściwie to się przeprowadziłam
http://wyciordolampy.blox.pl/html


skomentuj (1) 2011-03-20


.

a właściwie to się przeprowadziłam
http://wyciordolampy.blox.pl/html


skomentuj (0) 2011-03-20


*

uczę się, to jest ucząc się ściemniam jak mogę i czekam na wieczór, żeby móc powiedzieć, że się nie nauczyłam. dzięki temu ominie mnie i egzamin i dzisiejsza impreza i Atak morderczych pomidorów w Kawiarni Naukowej. coś z tego oczywiście mogę wybrać, ale wolę pojęczeć sobie i powzdychać, przeglądnąć wszystkie zdjęcia zalegające na komputerze do każdego wymyślając nostalgiczny komentarz, wolę wzbijać się na wyżyny intelektualne grając w pasjansa, szukać pracy na gamtri chociaż teraz do nikogo i tak nie napiszę, bo w końcu egzamin. wolę się ubrać ładnie i palić kadzidełka "tak na pocieszenie, bo przecież cierpię, a wrażliwa na ból jestem". i takie tam dalej. na dowód desperacji piszę tutaj, co robię teraz rzadko a właściwie wcale.
nic nowego pod słońcem w studenckim świecie, kiedy im większe ciśnienie na pogłębianie swoich bezużytecznych umiejętności tym większa ochota na realizację założeń śmiałych tudzież wzniosłych. (wpadam w patetyczny ton bo naczytałam się blogów tzw offowych "chujwieocochozi"). skoro nic nowego, bo robią tak wszyscy, a przynajmniej ja żyję w przekonaniu że wszyscy, o których pisać warto, to po kiego pięknego i ja swoje drobne dorzucam - nie wiem. tzn wiem, to proste więc muszę naokoło, to nie jest blog wszystkich tylko mój i muszę sobie co jakiś czas przypominać, mój kawałek podłogi, mój kabel od internetu, mój drut nawet jeśli siedzą na nim ptaki i srają na słowa to w końcu moje słowa. o!




skomentuj (0) 2011-02-10


jedną ręką nie zaklaszczesz

coraz mniej słów do powiedzenia. jeśli to prawda że każdy rodzi się z limitem głosek, a po ich wypowiedzeniu zamyka oczy i daje znać że umarł, to istnieje prawdopodobieństwo, że jestem blisko. albo po prostu nie chce mi się brać udziału w ogólnym kosmicznym bełkocie. im dłużej patrzę na ten świat, tym bardziej coś mnie od niego odpycha i to mnie może kiedyś zniszczyć. niektórzy podobno rodzą się z takimi defektami, albo na przykład jak byli mali to spadli na głowę z rowerka, mikrouraz mózgu i po kłopocie, do wyboru do koloru: rośnie psychopata, zboczeniec, może nawet filozof.
rzadko tu wpadam, bo nie mam się czym chwalić. to znaczy że milion możliwości, żadnych przeszkód, nic poważnego, na co mogłabym zwalić winę za to, że niczego w zasadzie nie osiągam. z pasją rozwijam własny debilizm i zidiocenie, rywalizując zaciekle z k., która na urodzinach babci obmacuje się z wujkiem w magazynie na krzesła. któraś w końcu dostanie pozłacaną palmę zwycięstwa, będzie mogła na nią wejść i dumnie, małpio się uśmiechać.

najwięcej radości:  czeskie filmy, czeskie medviedie, czeska piłka, czeski język. Coś ta narodowość ma w sobie takiego, że nie mogę się oderwać. Zafunduję sobie kurs językowy, byle mi się z rosyjskim do końca nie popieprzyło. zamieszkam w Pradze, Ostravie (albo gdziekolwiek), a wcześniej poznam cudownego Czecha (albo po prostu Czecha), który będzie chciał urządzić ze mną mieszkanie, w którym będziemy brudzić jak nam się spodoba, leżeć z głowami przy podłodze i nogami pod sufitem i może nawet w końcu pomalujemy każdą ścianę w innym kolorze. rozmarzyłam się, a tu ciągle polska mgła. no i co. i też fajnie.


skomentuj (0) 2010-11-21


*

zakręciłam się w tym wszystkim tak że nie wiem gdzie mam nogi, gdzie ogon, czy stoję na podłodze czy zwisam z sufitu. wszystko zdaje się bardziej skomplikowane niż jest, możliwości, im ich więcej tym mniej zachęcające. uciekam z wybranych ścieżek, żeby przypadkiem niczego nie doprowadzić do końca, nie usłyszeć dopowiedzianych na zakończenie słów. uciekać od wszystkiego a przede wszystkim od siebie. z akademika do mieszkania, z mieszkania do domu, z domu do pracy, z pracy do knajpy, z knajpy do Myślenic. z Myślenic do..? jeszcze sama nie wiem, ale za chwilę wsiądę w autobus i pojadę gdziekolwiek, byle dalej, byle od siebie. jasne że się nie da, że trzeba nam być innymi, nie gdzie indziej.

brakuje czegoś na czym możnaby się skupić z absolutną pewnością, że to akurat to, na czym bezsprzecznie, bezdyskusyjnie, absolutnie warto.


skomentuj (0) 2010-06-22


*

uczciwie musiała przyznać, że nigdy nie należała do osób najłatwiej nawiązujących znajomości i zawsze był między nią a ludźmi, między nią a światem jakiś dodatkowy dystans, którego nie dostrzegała u innych, coś ją od nich oddzielało, musiała się świadomie zdobywać na jeden wysiłek więcej. być może u mężczyzny nie rzucałoby się to tak w oczy; bo trudno wskazać kobietę, która nie miałaby przynajmniej jednej "bliskiej przyjaciółki". natomiast zuzanna nie czuła się do końca członkiem żadnej grupy ani częścią żadnego związku, nawet w jej stosunku do kamila było pewne chłodne wyrachowanie: ta nieustępująca świadomość, iż normalni ludzie tak właśnie się zachowują.
 
to wcale nie do końca tak, takich ludzi jest więcej niż mi się wydaje, trudno ich znaleźć tylko, bo za mocno otulili się już szklaną watą. i bardzo dobrze, po co miałabym ich znać, przecież wcale bym ich nie polubiła, bo i nawet bym nie próbowała.
zatem miliardy ludzi na świecie, a każdy samotny.
swoją drogą te liczby od jakiegoś czasu coraz bardziej przerażają. jest nas tyle co mrówek i kręcimy się w kółko z takim samym, jak nie mniejszym sensem.
bla bla bla, ciągle taka ja, od lat cicho albo głośno wyrzekająca na wady każdego suwerennego ludzkiego bytu.
a naprawdę chcąca być jak każdy z nich.

wyjdzie słońce, będzie ciepło, będzie trawa, wszystko się rozjaśni, uspokoi, wyciszy. bo jak słońce, jak ciepło, jak trawa to można już swobodnie uciekać w każdym kierunku i po każdym wektorze (zerowym, bo i tak w końcu się wróci, nie opanowałam jeszcze sztuki ucieczek bez powrotu) od wszystkich a najbardziej od siebie.

ciągła nieszczęśliwa mina nie tyle z nieumiejętności dopasowania się, co zaakceptowania tego, że nie jest się puzzlem bo żadna układanka nie istnieje. bo każdy w tym burdelu (nieważne jak go nazwać: akademik, uczelnia, dom)  ma inną specjalność, inne zdolności i umiejętności. jak w dzień kobiet kiedy chłopcy z sąsiednich pokoi składali nam życzenia - szalona x, mądra y, twarda z, a dla każdej przecież badyl taki sam. no to o co jeszcze chodzi?


skomentuj (1) 2010-03-10


*

ja jestem zrobiony z krwi kości skóry i włosów
a byłem manekinem guzikiem numerem w kartotece
dziękuję
nie pierwszy raz te słowa przede mną i na pewno nie za mną. ile czasu minęło od leżenia na balkonie u marcina  do dziś? mnóstwo, a ty ciągle rozwijasz te same schematy. on ona ja ty puszka puszka lufka butelka wstać nie wstać raczej nie wstać, nie wstawać już więcej. zakręcić się w tym bezsensie weekendu który trwa po 5 dni w tygodniu. bo nic się nie musi. bo doszło się do tego wieku, kiedy nic nie musisz póki sam sobie tego nie stworzysz. w przeciwnym razie podjadaj sąsiadom parówki i sęp szlugi bo zapełnianie czasu równa się zarabianiu kasy, którą i tak masz w głębokim poważaniu. rozwinąć to jakoś. rozwinąć by się chciało jak papier toaletowy a w praktyce to ciągle jak ścierny.


skomentuj (1) 2010-01-29

Potwór ujawniony|| Mysza|| DeviantArt|| GyGy|| Szukaj Kreta|| Jola|| Kasia|| Triss|| Drowka|| Reni i Gryszko|| Marry|| Elfetka|| Zapach wrzosu|| Karolina|| Tora|| N'Avoie|| Fama|| Adrenaline|| Suldrun|| Śmierć||
2008|| lipiec|| czerwiec|| maj|| kwiecień|| marzec|| luty|| styczeńgrudzień|| listopad|| październik|| wrzesień|| sierpień|| lipiec|| czerwiec|| maj|| kwiecień|| marzec|| luty|| styczeńgrudzień|| listopad|| październik|| wrzesień|| sierpień|| lipiec||czerwiec|| maj|| kwiecień|| marzec|| luty|| styczeń|| 2005|| grudzień|| listopad|| październik|| wrzesień|| sierpień|| lipiec||czerwiec|| maj|| kwiecień|| marzec|| luty|| styczeń|| 2004|| grudzień|| listopad|| październik|| wrzesień|| sierpień|| lipiec|| czerwiec|| maj|| kwiecień|| marzec|| luty|| styczeń|| 2003|| grudzień|| listopad|| październik|| wrzesień|| sierpień|| lipiec|| czerwiec|| maj|| kwiecień|| marzec|| luty